Kiszone mirabelki i ałycze a la oliwki

Nie zawsze musimy czekać, aż piękne, dojrzałe owoce spadną nam pod nogi z krzaczka. Czasem wręcz fajnie jest zająć się jeszcze zielonymi owocami. Do tej grupy należą np. mirabelki.
Wielu z was zapewne słyszało o polskich oliwkach, czyli kiszonych owocach derenia jadalnego. My tym razem proponujemy poeksperymentować z zielonymi mirabelkami.
W Gruzji niedojrzałe mirabelki przerabia się na przepyszny sos tkemali, ale my chcemy was zachęcić do zrobienia z nich, na wzór tych dereniowych, mirabelkowych oliwek.
To bardzo proste.
Niedojrzałe i nieuszkodzone owoce wsypujemy do wyparzonego słoja. Możemy dodać takie, przyprawy jakie lubimy najbardziej.
Proponujemy kwiatostany marchwi i gałązki bylicy pospolitej w towarzystwie czosnku, ale możecie też dodać ziele angielskie albo jałowiec.
Wypełniony słoik zalewamy solanką (2 łyżki soli na litr wody) i zakręcamy wyparzoną pokrywką. Zostawiamy w temperaturze pokojowej do ukiszenia na 10 dni. Muszą być dobrze ukiszone!
Po tym czasie odlewamy solankę, a owoce zalewamy podgrzanym do 70-80 stopni olejem lub oliwą. Możemy ją doprawić, żeby była bardziej aromatyczna.
Całość zostawiamy jeszcze na kilka dni – i gotowe!
Uwaga! Nie pomijamy etapu kiszenia! Kwaśne, niskie pH zabezpiecza przed rozwinięciem się w oleju niebezpiecznych bakterii, m.in. laseczki jadu kiełbasianego (Clostridium botulinum).
Jeżeli nie chcecie mirabelek kisić, możecie zamiast tego w pierwszym etapie zamarynować je w occie.
Smacznego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *