Opublikowano Dodaj komentarz

Kadzidła palone na węgielku – FAQ

Istnieje wiele rodzajów kadzideł, m.in. kadzidła trociczkowe – w formie patyczków, sznurowe i kadzidła stożkowe. Wszystkie je można palić bez użycia węgielków i zdarza się że najczęściej wybieracie właśnie takie.
Wydaje się wam, że palenie kadzideł na węgielku jest sprawą o wiele bardziej skomplikowaną i nie wiecie, jak się do tego zabrać, więc na wszelki wypadek z nich rezygnujecie.
Nie idźcie tą drogą!;)

Palenie kadzideł na węgielku jest proste, a także ma wiele zalet, o które trudno w przypadku kadzideł samopalących się.

No to zaczynamy!

Co będzie wam potrzebne do palenia kadzideł na węgielku?
Oczywiście kadzidło, węgielek trybularzowy, szczypce, żaroodporna miseczka i coś, czym ją wypełnimy, oraz zapałki/zapalarka, zapalniczka lub palnik gazowy.

Czym wypełnić żaroodporną miseczkę?
Najprościej solą albo piaskiem. Nie palą się, mają dużą pojemność cieplną, dobrze izolują i można ich używać wielokrotnie. Dobrym rozwiązaniem jest też zakup popiołu ryżowego którego można używać bardzo długo. Jest to rozwiązanie nieco bardziej kosztowne, ale daje więcej możliwości (można np. przy użyciu takiego popiołu wysypywać ścieżki/zegary kadzidlane, ale to już zupełnie inna historia).

Węgielki trybularzowe:
Węgielki trybularzowe można zakupić w sklepach z shischą, handlujących dewonocjaliami albo w internetowych sklepach z kadzidłami. Nie kosztują wiele, a jeden węgielek można podzielić na dwie lub trzy części i używać tylko jednej naraz. To zależy od tego, czy lubicie intensywny zapach kadzidła i długi czas palenia.
Warto też spróbować wysokiej jakości (niestety droższych) bambusowych węgielków japońskich.

Jak palić kadzidła węgielkowe – krok po kroku:

1. Przygotuj żaroodporną miseczkę.

2. Wypełnij ją solą (piaskiem/popiołem ryżowym)

3. Węgielek trybularzowy umieść w szczypcach (możesz oczywiście chwycić go palcami, ale w tym przypadku bądź ostrożna/-ny) , bardzo dobrze sprawdzają się drewniane szczypce do ogórków kiszonych – do kupienia w sklepach ze sprzętem domowych), a następnie rozżarz jedną stronę węgielka.

4. Rozżarzony węgielek umieść na soli, a na nim ułóż wybrane kadzidło.

I już!
To naprawdę takie proste:)

No dobrze. Dlaczego warto w ogóle zajmować się kadzidłami węgielkowymi?

+ Nie wszystkie składniki używane do okadzania są w stanie palić się same w kadzidłach stożkowych czy trociczkowych.
+ W samopalących się kadzidłach (naturalnych) nie uzyskacie niektórych nut zapachowych. Nie wszystkie żywice, zioła, drewna zapachowe czy olejki eteryczne znajdą zastosowanie. Nie uzyskacie też słodszych nut, np. karmelowych. W powszechnie dostępnych kadzidłach stożkowych często pewne aromaty są uzyskiwane za pomocą substancji syntetycznych.
Jeżeli poszukujecie większej gamy zapachowej, ale zależy wam na naturalnych składnikach, warto przekonać się do przygody z węgielkami.

Powodzenia!

Ogólne zasady BHP:

1. Rozpalone kadzidła (niezależnie od rodzaju) zawsze umieszczajcie z dala od źródeł ognia i substancji łatwopalnych.
2. Nigdy nie zostawiajcie palących się kadzideł bez nadzoru albo na noc.
3. Nie wdychajcie dymu, wsadzając w niego twarz.
4. Nie używajcie kadzideł wewnętrznie.
5. Zachowajcie ostrożność przy paleniu kadzideł w pomieszczeniach, w których przebywają małe dzieci albo zwierzęta domowe.
6. Po spaleniu kadzideł zawsze przewietrzcie mieszkanie.

Kilka przydatnych linków:

Węgielki trybularzowe:
e-religijne
Nepal Shop
Popiół ryżowy:
Nepal Shop
Szczypce:
sklep.technica.pl
nakrywamy.pl
A w naszej ofercie są dostępne kadzidła węgielkowe:

1. Kadzidła damarowe: z żywicą damar i rozmarynem.
2. Las: z jałowcem i sosną
3. Łąka: z krwawnikiem i marchwią
4. Morze: z bursztynem bałtyckim i porostami
5. Bakhoor: kadzidła w stylu arabskim, z jaśminem, drzewem sandałowym i bakaliami.
6. Kyphi: staroegipskie kilkunastoskładnikowe kadzidła z mirrą i szafranem.
7. Nerikoh: kadzidła w stylu japońskim do podgrzewania ale można je też palić na węgielku.
8. Opal black: cięższe kadzidła z żywicą opal black i czerwonym cedrem
9.Żywiczne z kilkoma rodzajami żywic i badianem.

Opublikowano Dodaj komentarz

Zagorzałek – kwiat babiego lata

Zdarza się, że stawiając pierwszy krok na nieznanej łące, nie podejrzewasz jakie niespodzianki kryje i ile skarbów wyniesiesz z tej wycieczki.
Tak też było tym razem.
Wybraliśmy się nad Bug w poszukiwaniu nowych terenów na botaniczne wyprawy i naprawdę nie spodziewałam się ujrzeć wiele więcej niż miętę nadwodną, połoniczniki albo łącznie.
Już jednak parę pierwszych kroków uświadomiło mi, że oto stoję przed rośliną, którą mam okazję widywać niezmiernie rzadko tam, gdzie mieszkamy.
Mówię o zagorzałku późnym (Odontites vernus subsp. Serotinus). Nazwa wskazuje na to, że zakwita późno – bo dopiero późnym latem/wczesną jesienią.
To bardzo ciekawa roślina z rodziny trędownikowatych (o trędowniku bulwiastym należącym do tej samej rodziny już pisałyśmy tu). Jest półpasożytem, co w tym przypadku oznacza że pobiera z korzeni innych roślin rosnących obok wodę i inne substancje za pomocą specjalnych ssawek.
Możecie go spotkać w pełni kwitnienia właśnie teraz, na podmokłych łąkach, terenach nadrzecznych oraz pastwiskach.
Przez rolników traktowany jest czasem jak chwast, ponieważ zdarza się że zarasta uprawy ozimych zbóż.

Jest niezwykle przydatnym ziółkiem. Ma silne właściwości przeciwzapalne, antybakteryjne, przeciwbólowe i przeciwreumatyczne. Znajdzie więc zastosowanie przy zapaleniu stawów, chorobach narządów płciowych, zapaleniach jamy ustnej czy problemach skórnych.
W dodatku można go stosować tak samo jak świetlik przy chorobach oczu, co jest bardzo dobrą wiadomością, ponieważ wiele gatunków świetlików jest tak rzadkich, że objęto je ochroną (a w dodatku nie zawsze łatwo określić, z którym gatunkiem mamy do czynienia), natomiast zagorzałek jest rośliną pospolitą na terenie całego kraju.

Najłatwiej jest go ususzyć i przygotowywać z niego napar (1 łyżka ziela na szklankę wody), a następnie pić (4 razy dziennie po 100 ml) lub stosować do okładów i przemywań.

Wyruszajcie witać babie lato na łąki w poszukiwaniu zagorzałka. Warto go mieć w domowej apteczce.

Opublikowano Dodaj komentarz

Trędownik bulwiasty – na ugryzienia komarów

Jeżeli w czasie urlopu wybieracie się nad rzekę, do wilgotnych lasów albo nad jeziora, zapewne mimo środków ochronnych zdarzy się wam jednak zostać pogryzionym przez komary.
Na szczęście natura bardzo często podsuwa nam środki zaradcze. Wystarczy tylko dokładnie się rozejrzeć.
Na wilgotnych terenach, przey brzegach rzek i jezior często rośnie bowiem trędownik bulwiasty. Roślina, którą większość z nas pomija, bo nie ma przepięknych i okazałych kwiatów przyciągających spojrzenia. A to ona może nam pomóc pozbyć się nie tylko swędzenia i opuchlizny po ugryzieniach owadów, ale też wspomoże naszą skórę przy innych drobnych urazach oraz stłuczeniach, zwichnięciach i siniakach.

Trędownik bulwiasty należy do rodziny trędownikowatych (do tej samej rodziny należy też dziewanna, budleja czy namulnik) i ma w naszym kraju kilkoro braci, m.in. trędownika omszonego, skrzydlatego czy wiosennego.
Jest bardzo pospolitą, wieloletnią rośliną dość dużych rozmiarów (osiąga 120 cm wysokości).
Liście różnią się wyglądem w zależności od usytuowania na roślinie. Dolne są jajowate, ale na wierzchołku tępe, a górne zaostrzone. Zawsze wyrastają na łodydze parami nakrzyżlegle, a ogonki liściowe są czterokanciaste.
Bardzo charakterystycznym elementem są kwiaty trędownika. Niewielkie, dwuwargowe, zielonobrązowawe i beczułkowate. Kwitnie od czerwca do sierpnia.
Ale tak naprawdę żeby mieć pewność, że znaleźliśmy trędownik, wystarczy powąchać roztarty w palcach liść. Wydziela on silny i bardzo charakterystyczny zapach. Niektórzy uważają, że nieprzyjemny. Ja go bardzo lubię. Przypomina mi nieco podgrzany olej sezamowy.

Co takiego ma w sobie to ziółko, że tak dobrze działa na skórę?
Składnikami czynnymi są m.in. glikozydy iroidowe, flawonoidy (w tym diosmina i hesperydyna) oraz kwasy fenolowe. Substancje te sprawiają, że trędownika możemy używać zewnętrznie przy stanach zapalnych skóry i błon śluzowych oraz odparzeniach, oparzeniach słonecznych, stłuczeniach, siniakach i innych drobnych kontuzjach.

Jak to zrobić?
Możecie rozetrzeć świeże listki prosto na skórę, zrobić mocny napar trędownikowy i nim przemywać ugryzienia albo robić z niego okłady. Można też zakonserwować i wyekstrachować składniki czynne, robiąc z niego intrakt.
Potrzebujecie do tego jedną część trędownika i trzy części 40% alkoholu.
Rozdrobnione zioło zalewa się gorącym alkoholem i maceruje ok. 2 tygodni.

Ja natomiast po ostatnich wycieczkach w chaszcze wróciłam okrutnie pogryziona przez komarzyska. Na szczęście po drodze znalazłam też trędownik i już będąc w domu zrobiłam z niego emulsję z dodatkiem oleju tamanu (który wykazuje działanie kojące, gojące i przeciwświądowe) i z ulgą posmarowałam wszystkie swędzące zaczerwienienia.

Jeżeli chcecie taką emulsję zrobić ,musicie mocno rozdrobnić liście trędownika (np. w moździerzu lub przy pomocy blendera), następnie wycisnąć cały zielony sok. Do soku dodać kilka kropli oleju tamanu i porządnie wstrząsnąć, aż powstanie emulsja.
Taka emulsja nie jest trwała i wytrzyma w lodówce tylko kilka dni. Ale działa doskonale!

Opublikowano Dodaj komentarz

Trzy sposoby na miętę nadwodną (Mentha aquatica)

Jeżeli mieszkacie blisko rzeki albo jeziora, bardzo prawdopodobne, że spacerując, znajdziecie nad ich brzegami dziką miętę nadwodną.

Bardzo często jest zresztą stosowana w ogrodach do obsadzania oczek wodnych i stawików, ponieważ świetnie sobie radzi z wysokim poziomem wody i potrafi rosnąć nie tylko na podmokłych terenach, ale wręcz w wodzie.

Kiedy pierwszy raz ją zerwiecie, możecie być nieco zaskoczeni. Owszem, pachnie miętą, ale jej zapach jest jednak inny od tego znanego z gumy do żucia lub pasty do zębów. Bogatszy, cięższy, z nutą cytrusów i żywicy.

Może to być wyzwaniem albo inspiracją:)

Postanowiłyśmy wam trochę pomóc i podrzucamy trzy sposoby na to, jak poradzić sobie z przyniesionym do domu zielonym pęczkiem.

Sposób pierwszy: ANGIELSKI SOS MIĘTOWY

składniki:

pęczek mięty

kilka łyżek octu ( w naszym przypadku pasteryzowanego, domowego octu bananowego)

dwie łyżki cukru trzcinowego

łyżka soku z limonki

przygotowanie:

1. Miętę dokładnie umyj pod strumieniem bieżącej wody. Oderwij listki (łodyżek nie wyrzucaj, jeszcze nam się przydadzą). Listki przenieś do wysokiego naczynia.

2. Dodaj do nich sok z limonki.

3. Ocet podgrzej z cukrem, mieszając, aż cukier się rozpuści. Gorący (koniecznie) dodaj do listków i soku.

Zmiksuj na gładki sos. Przełóż do wyparzonego słoiczka i przechowuj w lodówce ok. tygodnia. Możesz też zapasteryzować słoiczek.

Drugi sposób: LEMONIADA MIĘTOWA

składniki:

1,5 l gazowanej wody mineralnej

sok z jednej pomarańczy i jednej cytryny/limonki

kilka gałązek mięty (sparzonych krótko gorącą wodą)

przygotowanie:

1. Wodę przelej do dzbanka, dodaj sok z cytrusów oraz kilka plastrów owoców.

2. Miętę dokładnie umyj , lekko posiekaj albo zgnieć w dłoniach i dodaj do wody z sokiem. Możesz dorzucić kostki lodu. Wymieszaj.

 

Sposób trzeci: AROMATYZOWANY OCET/ SHRUB Z CYTRUSÓW, MIĘTY I DOMOWEGO OCTU

składniki:

500 ml domowego pasteryzowanego (!) octu

jedna cytryna albo limonka ( ważne, żeby była niepryskana, bo użyjemy też skórki)

łodyżki z mięty, które zostały nam z innych dań

przygotowanie:

1. Do wyparzonego słoja lub butelki wciskamy sok z cytryny lub limonki. Wrzucamy też ok. jednej-dwóch łyżeczek startej skórki (bez białej części/albedo) oraz posiekane łodyżki mięty.

2. Ocet podgrzewamy, ale nie doprowadzamy do wrzenia. Gorącym octem zalewamy składniki w butelce. Macerujemy 7-10 dni, codziennie mieszając. Po tym czasie odcedzamy. Uzyskaliśmy aromatyzowany ocet.

Możemy do niego dodać cukier, tak jak robimy syrop i uzyskamy w ten sposób ciekawy shrub, który może być dodatkiem do drinków lub letnich lemoniad/ mrożonych herbat itp.

Uwaga!

Może zwróciliście uwagę, że we wszystkich przepisach zwracamy szczególną uwagę na dokładne mycie/sparzenie lub zalewanie gorącym płynem mięty nadwodnej.

Ma to związek z profilaktyką zakażeń motylicą wątrobową (fascjoloza), pasożytem, którego larwy mogą występować na podmokłych terenach. Dlatego pamiętajmy, żeby rośliny zebrane z takich terenów zawsze dokładnie myć pod czystą, bieżącą wodą albo sparzyć gorącą wodą przed spożyciem.